piątek, 17 stycznia 2014

Słów kilka o Tangle Teezer



Być może wiele z was od długiego czasu zastanawia się nad zakupem tej szczotki. Nie jest to łatwa decyzja ze względu na cenę. Ja swoją kupiłam pod wpływem impulsu. Zamawiając na allegro zapłaciłam 37,50 zł razem z przesyłką. Jeszcze kilkanaście miesięcy wcześniej Tangle Teezer był znacznie droższy. Jego cena oscylowała w okolicach 80 zł.

Jest to produkt dostępny przez internet, można też próbować szukać w dobrych salonach fryzjerskich jak jest napisane na stronie producenta.

Są trzy wersje produktu: aqua splash, kompaktowa i normalna. Z tego co się orientuję to niektóre dziewczyny skarżyły się głównie na wersję przenośną. Zarzucały jej, że nie leży w dłoni tak dobrze jak normalna, często wypada w czasie czesania oraz jest znacznie cięższa. Dlatego ja zdecydowałam się na wersję normalną. Z pośród wielu wersji kolorystycznych zdecydowałam się na niebiesko różową.

Swoja szczotkę mam od ponad miesiąca, niestety wypustki poodginały się na brzegach pomimo, że nigdy nie kładłam jej na nich. Wnioskuję, że jest to spowodowane codziennym użytkowaniem.

Mam włosy długie i proste, przy końcach jeszcze kręcone (pozostałość trwałej) po umyciu męczyłam się kilka dobrych minut z rozczesaniem. Zawsze na grzebyku było pełno włosów, które wyrwałam w czasie czesania. Od kiedy mam Tangle Teezer zajmuje mi to około minuty, przy czym szczotka miękko przechodzi po włosach, nie ciągnie i nie wyrywa tak dużo włosów włosów. Ubóstwiam ją za to. Chociażby dlatego cieszę się z jej posiadania.

Wypustkami szczotki można zrobić sobie lub komuś odprężający masaż skóry głowy, który pobudzi jej krążenie oraz stymuluje cebulki włosów.

Producent obiecuje, że przy długotrwałym używaniu nasze włosy nabiorą blasku. Osobiście czegoś takie nie zauważyłam, ale kto wie. Dodatkowo włosy bardzo się elektryzują, ponieważ szczotka wykonana jest z plastiku, może być to dosyć uciążliwe w okresie jesienno-zimowym.

piątek, 27 grudnia 2013

Ziaja pro - rozjaśniający krem pod oczy


Cienie pod oczami to u mnie rodzinne. Moja siostra je ma, mam i ja. Najgorzej je widać w okresie jesienno-zimowym kiedy skóra traci blask. Walczyłam z nimi już wieloma metodami: maseczki, żele, okłady, niestety praktycznie nic się nie zmieniło. Z początku był efekt placebo, jednak szybko zdawałam sobie z tego sprawę. W poszukiwaniu następnego specyfiku natrafiłam na informację o rozjaśniającym kremie pod oczy - Ziaja pro. Krem należy do programu wzmacniającego do cery naczynkowej. Po głębszym zastanowieniu, zamówiłam kremik w sklepie internetowym. Sporej wielkości pojemniczek - 50ml kosztował mnie ok.15 zł.

Od producenta:



Krem ma bardzo naturalny, prawie niewyczuwalny zapach.
Po kilku użyciach kremu pod oczy moja skóra w tamtej okolicy była w opłakanym stanie. Sucha, nawet bardzo sucha i ściągnięta. Nałożony podkład łuszczył się. Cienie pod oczami jak były tak zostały. Mimo tego nie poddawałam się. Dałam jeszcze jedną szansę temu produktowi. Odrobinę kremu mieszałam z wazeliną kosmetyczną i dopiero wtedy nakładałam pod oczy. Skóra wróciła normalnego stanu.

Podsumowując krem bardzo źle wpłynął na kondycję mojej skóry. Nawet po z mieszaniu z wazeliną nie przyniósł żadnych efektów mimo miesięcznego stosowania.

ZALETY:
  • niewątpliwie duża wydajność,
  • stosunkowo niska cena jak za taką ilość produktu,
  • szybko się wchłania.
WADY:
  • koszmarne wysuszenie skóry pod oczami,
  • brak jakichkolwiek efektów obiecywanych przez producenta.
Skład:
 
 

Dopiero teraz zauważyłam, że na wizażu także ma wiele niepochlebnych opinii.
Pozostaje mi jedynie szukanie kolejnego kosmetyku pod oczy.

Macie podobny problem z cieniami pod oczami?
Jak sobie z nim radzicie?

środa, 25 grudnia 2013

Zaczynajmy - CARMEX

Pierwszy post. Od czegoś trzeba zacząć. Wokół święta, a u mnie w serduszku trochę brak tej rodzinnej atmosfery i radości. Może dlatego, że po raz pierwszy nie brałam udziału w przygotowaniach, śniegu nie ma za oknem i cóż „zdziczałam” jeszcze bardziej, hehe. Nic, nie zamierzam was zanudzać.


Zacznę od mojego długoletniego faworyta – CARMEX.
 

Stosuję go już od kilku lat, praktycznie od czasu kiedy wszedł na polski rynek. Kupiłam go skłoniona wieloma pozytywnymi recenzjami. Nie powiem, była też ciekawa tej wielkiej nowości. Kupiłam wersję w słoiczku. Podczas pierwszej aplikacji czuć wyraźne chłodzenie i mrowienie. Bardzo miłe uczucie, jednak im częściej stosujemy produkt tym mniej odczuwamy ten efekt.
 
 
Po wersji w słoiczku przyszła pora na sztyft. Dużo bardziej praktyczniejsza forma, ze względu na to że można szybko użyć bez brudzenia sobie palców. Z początkiem grudnia na półki trafiły sztyfty w wersji waniliowej i limonkowej. Aktualnie poluje na nie.
 
Dostępny jest również carmex w tubce w 3 wersjach: wiśniowej, truskawkowej i normalnej. W swoich zbiorach posiadam wersję wiśniową. Muszę powiedzieć, że jest to jedyna pomadka która ma tak nieziemski smak. Bardzo podobała się mojemu chłopakowi. Opakowanie jest bardzo wygodne i poręczne w użyciu.
 
To jeszcze nie koniec, w polskich sklepach można dostać jeszcze pomadkę koloryzującą moisture plus. No i tu niestety według mnie najgorszy produkt. Do koloru nic nie mam ponieważ można sobie wybrać jaki komu pasuje, jest dosyć delikatny. Zapach jest okropny, mdły. Trwałość również kiepska. Nie nawilża ust na długo, jedynie na czas kiedy pomadka jest na naszych ustach. Plusem jest aksamitne rozprowadzanie się na naszych ustach. Opakowanie dosyć tandetne, plastikowe, po pewnym czasie noszenia w torebce zeszły mi napisy. Podejrzewam, że ten produkt może się spodobać niektórym osobom. Niestety mi nie przypadł do gustu.
 
 
Polski rynek co do Carmex'ów jest strasznie zacofany, istnieje wiele różnych wersji kosmetyków do ust. Również powstał krem do rąk na bazie balsamu do ust. Jestem jego niezmiernie ciekawa. Jednak sprowadzanie zza granicy jest nieopłacalne, zostanie mi jedynie czekać aż kiedyś w końcu pojawią się na półkach sklepowych w naszym kraju.

ZALETY: 
  • pomocny w walce ze spierzchniętymi, pękającymi ustami,
  • usta są naprawdę w lepszej kondycji, odżywione i nawilżone,
  • niesamowity efekt chłodząco-mrowiący na początku aplikacji,
  • liczne wersje, można wybierać w zależności od humoru,
  • cena adekwatna do wydajności,
  • wersja smakowa idealnie nadaje się do całowania ;)
  • dostępność.

WADY:
  • nie polecam pomadki koloryzującej moisture plus,
  • niewystarczająca (jak dla mnie) ilość produktów tego producenta na polskim rynku.


Produkt ten jest moim must have o każdej porze roku. Wracam do niego za każdy razem kiedy moje usta potrzebują „naprawy”. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł i mam nadzieję, że tak już pozostanie.